Zastanawialiście się kiedyś, czy świat jest naprawdę taki,
jakim go widzimy? Czy chodzą po nim istoty, które widujemy w filmach, albo o
których słuchamy w różnych opowieściach i podaniach? Zakładam się, że tak. Ja
też o tym myślę, dosyć często. Może się mylę, ale mam przeczucie, że ludzie nie
są jedynym gatunkiem, który stąpa po Ziemi. Pewnie uznacie mnie za idiotkę, i
być może nią jestem, ale nie byłabym sobą, gdybym nie chciała tego sprawdzić.
Tak, uznałam, że moje ludzkie życie jest dość nudne i przewidywalne, a ja
pragnę przygody, adrenaliny, dużo akcji i... może trochę mroku. Postanowiłam,
że znajdę te mistyczne stwory. I stanę się jedną z nich! Nazywam się Sissi
Ligtmind i chcę zostać wampirem.
***
- Mamo, naprawdę nie musisz się martwić. Wrócę za parę
tygodni. Cała i zdrowa.
- Po prostu na siebie uważaj Sissi.
Matka, jak zwykle wykazywała wszystkie cechy
nadopiekuńczości. Długo przekonywałam ją do tego wyjazdu aż w końcu się ugięła.
Wprawdzie nie miała innego wyjścia. Dwa miesiące temu skończyłam 21, więc już od
dawna byłam dorosła. Rodzice jednak zawsze stawiali mi mnóstwo reguł, bo choć
skończyłam szkołę nie pracowałam. Nie musiałam tego robić. Jak to się
powszechnie mówi – jestem nadziana. Mama prowadzi dużą i bardzo dobrze
prosperującą firmę kosmetyczną, a tato jest najlepszym obrońcą w kilku
sąsiadujących ze sobą stanach. A ja? Ja nie zastanawiałam się nad tym, kim
chciałabym zostać w przyszłości. Nie licząc moich skrytych marzeń, które może
nigdy się nie spełnią. Zanim jednak podejmę jedną z najważniejszych decyzji w
moim życiu, chcę się przekonać czy istnieje jakiś inny świat, poza tym
powszechnie nam znanym.
Dense Forest. Niewielkie miasteczko w stanie Wirginia.
Zapewne wszyscy się tu znają, więc nikomu nie umknęło moje przybycie. Zatrzymałam
się w niewielkim motelu, którego wystrój i atmosfera pozostawiały wiele do
życzenia. Nie do takich klimatów byłam przyzwyczajona, ale stwierdziłam, że nie
zaszkodzi mi poprzebywać trochę w takim miejscu. Najwyższy czas odzwyczaić się
od luksusów, w jakich żyłam od dziecka. Weszłam do niewielkiego pomieszczenia,
które było zarazem przedpokojem, sypialnią i kuchnią. Kuchnią najmniej, bo na
niewielkiej szafce znajdowała się tylko mikrofalówka i ledwo działający ekspres
do kawy. Mimo wszystko ucieszyłam się, że mogę napić się tego czarnego napoju. Byłam
wyczerpana po podróży i potrzebowałam trochę energii. Odstawiłam walizkę ze
swoimi rzeczami przy łóżku i podeszłam do szafki, po czym wcisnęłam niewielki
guziczek na ekspresie. Maszyna zaszumiała i zazgrzytała, a chwilę potem
cieszyłam się mocnym aromatem, który wypełnił cały pokój. Kiedy kubek się
napełnił złapał za jego ucho i podsunęłam go sobie pod nos. Jeszcze raz
zaciągnęłam się fantastyczną wonią, po czym upiłam ostrożnie nieduży łyk, żeby
nie poparzyć sobie języka. Uważnie rozejrzałam się po pokoju, bo wcześniej
nawet tego nie zrobiłam. Dwuosobowe łóżko stało pod ścianą, a po jego obu
stronach znajdowały się niewielkie szafki nocne, na których stałe małe – i brzydkie,
jak na mój gust – lampki. W ogóle mało mi się tutaj podobało. Na podłodze
leżała brązowa wykładzina, a ściany pomalowane były na kolor beżowy. Gdzie
niegdzie wisiały na nich nieduże obrazy przedstawiające jakieś widoki. Okno
było jedno, dosyć duże, zasłonięte ciężkimi brązowymi zasłonami. Natychmiast je
odsłoniłam i od razu zrobiło się przyjemniej. Do pokoju wpadły pomarańczowe
promienie słońce oznaczające, że powoli zbliża się noc. Westchnęłam i
przysiadłam na łóżku, a kubek z kawą odstawiłam na szafkę nocną, żeby trochę
przestygła. Naprawdę nie lubiłam mieć poparzonego języka. Zastanowiłam się nad
tym, co powinnam zrobić. Musiałam jakoś rozpocząć poszukiwania, co z pozoru nie
wydawało się takie trudne. Przez kilka miesięcy szukałam odpowiedniego miejsca,
aż w końcu znalazłam to miasteczko. Dziwne ataki zwierząt, tajemnicze
zniknięcia – coś wyraźnie było na rzeczy. Dlatego właśnie wybrałam się właśnie
tutaj. Pomyślałam, że mogłabym wybrać się do tutejszej biblioteki i poszperać
trochę w starych zapiskach. (O ile takie posiadali, ale wydaję mi się, że takie
małe miasteczka mają bogatą historię, która na pewno jest gdzieś zapisana.) W
każdym bądź razie teraz było za późno na takie wyprawy. Biblioteka na pewno
jest już zamknięta. Przeczesałam ręką długie, marchewkowe włosy i ponownie
chwyciłam w dłoń kubek. Kawa nie wystygła za bardzo, ale nie przejmowałam się
tym już i złapałam kolejnego, większego łyka. Po raz kolejny westchnęłam. Nie
miałam zamiaru siedzieć tu bezczynnie, ale wiedziałam, że dzisiaj nic już nie wskóram.
Uznałam jednak, że mogłabym trochę zwiedzić miasteczko, poznać kogoś, a poza
tym byłam strasznie głodna. Tak, koniecznie musiałam coś zjeść. Nie zaglądając
nawet do łazienki przebrałam się w świeże ubrania i opuściłam swój pokój. Zamknęłam
drzwi na klucz i rozejrzałam się dookoła. Motel nie mieścił się niestety w
centrum miasta, więc musiałam trochę przejść zanim natrafiłam na jakieś
ciekawsze miejsca. W pewnym momencie moim oczom ukazał się żółty neonowy napis.
Nazwa głosiła „Dense Forest Bar”. Wow – pomyślałam – ktoś strasznie się wysilił
wymyślając tę nazwę. Zawahałam się przez chwilę, a potem wzruszyłam ramionami i
ruszyłam w stronę baru. Pchnęłam drzwi – które swoją drogą były całkiem ciężkie
– i weszłam do środka. Nie było tu wiele osób, ale wszystkie oczy momentalnie
zwróciły się w moją stronę i na kilka sekund wszystkie rozmowy ucichły. Zastanawiałam
się, czy ludzie zareagowali tak, bo już słyszeli o moim przybyciu, a może było
zupełnie odwrotnie – nie mieli o tym zielonego pojęcia. Tak czy siak na pewno
wzbudziłam nie lada sensację. Zawsze byłam ładną dziewczyną, więc
przyzwyczaiłam się do bycia w centrum uwagi, więc nie speszyło mnie to. Pewnym
siebie krokiem, lekko kołysząc swoimi biodrami, ruszyłam w stronę baru i
zajęłam jedno z wysokich krzeseł. Barman wyraźnie się nudził, więc kiedy
usiadłam naprawdę ucieszył się, że może mnie obsłużyć. Oczywiście tego nie
powiedział, ale widziałam to w jego oczach. Swoją drogą były całkiem ładne. Duże
i niebieskie, właściwie to lazurowe. Jednak tylko jego oczy były godne uwagi,
reszta prezentowała się całkiem przeciętnie. Zamówiłam dla siebie mojito, a
kiedy dostałam swojego drinka od razu zanurzyłam w nim swoje pełne wargi i
upiłam niewielki łyk. Odwróciłam się w stronę Sali i przyłapałam kilku
mężczyzn, którzy co jakiś czas na mnie zerkali. Przywdziałam na twarz jeden z
tych nieco uwodzicielskich uśmiechów i z powrotem obróciłam się w stronę
barmana. Wyraźnie widziałam, że ma ochotę zagadać, więc postanowiłam odezwać
się pierwsza.
- Jestem Sissi. – mruknęłam swoim słodkim głosikiem i
ponownie się uśmiechnęłam, ale tym razem bardzo uroczo. Z pewnością nie
wyglądałam na swój wiek – nikt nie dawał mi 21 lat, wszyscy myśleli, że jestem
przynajmniej dwa lata młodsza – a ten uśmiech odmładzał mnie jeszcze bardziej. Barman
przełkną slinę.
- Jace. Jesteś nowa, Sissi? – odparł po chwili, a ja
przytaknęłam lekkim skinieniem głowy.
- Wakacje. – odpowiedziałam, nadal szeroko się uśmiechając. Ponownie
upiłam łyczek drinka. Chłopak był nieśmiały, więc postanowiłam rozkręcić
rozmowę. – Długo tu pracujesz?
- Jakieś 4 lata. – Całkiem sporo – pomyślałam sobie. -
Rzadko widuje się tu tak śliczne dziewczyny jak Ty. – O matko! Serio? Tylko na
tyle było go stać? Co jak co, ale Sissi Lightmind nie dawała się nabrać na taki
tani podryw. Mimo tego postanowiłam z nim trochę poflirtować. W końcu może
później mi się do czegoś przyda. Znał to miasto, a ja nie miałam o nim
zielonego pojęcia. Tak, zdecydowanie mógł mi pomóc.
Miło nam się rozmawiało, chociaż chłopak czasami przynudzał.
Nie dawałam tego po sobie poznać, żeby go jakoś nie zniechęcić. W końcu zrobiło
się ciemno, a ja byłam po kilku drinkach. Nadeszła pora, żeby wracać do domu.
Poprawka, do motelowego, obskurnego pokoju. Wymieniłam się z Jacem numerami
telefonów, zapłaciłam za drinki i zawiesiłam swoją torebkę na ramieniu, po czym
opuściłam całkiem miły bar. Na ulicach był znacznie mniejszy ruch niż, kiedy
tutaj szłam. Po chodnikach nie chodzili już żadni ludzie. Oprócz mnie. Ale nie
bałam się, nie jestem typem strachliwej dziewczynki.
Kilkanaście minut później otwierałam drzwi swojego „nowego”
mieszkania. A przynajmniej starałam się je otworzyć, bo po tych kilku drinkach
miałam spore trudności z trafieniem klucza do zamka. Klucze wypadły mi z dłoni.
- Cholera! – mruknęłam pod nosem i schyliłam się, żeby je
podnieść. Ponownie spróbowałam włożyć je do zamka, ale wtedy ktoś przysłonił mi
dłonią usta. Serce na moment mi się zatrzymało. Spróbowałam kopnąć napastnika,
ale niestety chybiłam. A potem poczułam piekący ból w szyi.